Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oczyszczanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 lipca 2017

Trzy kroki do oczyszczenia twarzy z Himalaya Herbals

Hej!
Z pewnością większość z Was używała kosmetyków, które bazują na naturalnych i roślinnych składnikach. Nie inaczej jest w przypadku marki Himalaya Herbals, której kosmetyki miałam przyjemność testować przez ostatnie trzy tygodnie. Jesteście ciekawe moich wrażeń na ich temat? Zapraszam dalej.


Krok pierwszy - oczyszczanie twarzy


Pianka do twarzy z miodlą indyjską to doskonała alternatywa dla żeli do mycia twarzy. Używanie jej jest dla mnie przyjemną odmianą i urozmaiceniem w codziennej pielęgnacji twarzy. Produkt jest bardzo delikatny. Pianka, którą aplikuje wygodny dozownik, jest lekka jak chmurka, która gładko rozpływa się po twarzy. Przez czas używania nie zauważyłam żadnych podrażnień skóry.

Pianka usuwa codzienne zanieczyszczenia, a także delikatnie matuje skórę.
Jedyne, z czym miałam na początku używania problem, a teraz już zdążyłam się do tego przyzwyczaić, to zapach. Jest dość intensywny i rzuca się w 'nos'. Kojarzy mi się z ziołami i na początku mi przeszkadzał, jednak teraz nie jest on dla mnie żadnym problemem. Mały minus również za to, że jest produktem niewydajnym. Przy codziennym stosowaniu z opakowania trochę ubyło, a wystarczy tylko jeden dozownik, aby umyć całą twarz. Wracając jeszcze do plusów: warto wspomnieć o tym, że po kontakcie z oczami nie zaczyna szczypać. Jest to moje subiektywne odczucie, a raczej moich nie specjalnie wrażliwych oczu.


Krok drugi - peeling



Peeling złuszczajaco oczyszczający z miodli indyjskiej ma przede wszystkim oczyścić skórę z zanieczyszczeń. Jego zadaniem jest usunąć martwy naskórek i oczyścić skórę z zanieczyszczeń oraz przygotować skórę do dalszych kroków pielęgnacji. Drobne granulki moreli ścierają to, co jest zbędne na naszej twarzy i pozostawia ją czystą, miękka i świeżą.

Peeling według mnie jest tych z klasy średnio zdzierających. Nie jest ani za delikatny, ani za ostry, lecz w sam raz ;) Jego używanie to przyjemność. Przez wykonywanie peelingu fundujemy sobie jednocześnie chwilę relaksu i masaż twarzy. Produkt przyjemnie pachnie, nie czuć w nim zbyt intensywnej woni ziół, jak było to zauważalne w przypadku pianki.

Krok trzeci - maska


Maska oczyszczająca z miodli indyjskiej do cery trądzikowej

I to jest hit! Już od pierwszego użycia polubiłam się z nią najbardziej. Przede wszystkim jest w dużej tubce (75ml), a to dla mnie zawsze jest plusem.

Do jej zadań należy oczyszczenie skóry, regulowanie wydzielanie tłuszczu, oczyszczenie zatkanych porów. Kurkuma w składzie ma usunąć bakterie, przez co jednocześnie będzie zapobiegać powstawaniu wyprysków.
Sama jestem jeszcze odrobinę w szoku, ale..maska Himalaya Herbals spełnia każde z powierzonych jej zadań. Skóra po jej użyciu jest przyjemna, odświeżona, gładka i taki stan zachowuje na kilka kolejnych dni.
Aplikacja maski jest przyjemna. Jak inne produkty z tej serii również ma specyficzny zapach, jednak nie jest on tak drażniący i w zupełności mi nie przeszkadza. Po jej nałożeniu moje pierwsze wrażenie było jedno — wyglądam jakbym wpadła twarzą w kałuże z błotem :D A później pomyślałam o sobie wszystkim dobrze znanej królewnie Fionie! Po ściągnięciu maski jesteśmy piękne jak ona za dnia!
A co do jej ściągania.. To jedna z lepiej zmywających się masek, jakie kiedykolwiek miałam. Wydawać by się mogło, że będzie z nią problem, ale nic bardziej mylnego. Wszystko gładko schodzi z twarzy i po kilku chlustach wody nie ma po niej śladu.


Po pierwszej fazie testów muszę przyznać, że jestem zadowolona z kosmetyków. Nie spodziewałam się, że wywołają u mnie tak pozytywne odczucia. Oby częściej takie akcje ambasadorskie ;) 

W przygotowaniu mam również drugą część recenzji, w której przybliżę wrażenia o kremie do twarzy i ciała oraz paście do zębów.
Podczas testowania produktów nie używałam innych kosmetyków, aby test mógł być rzetelny. Przez trzy tygodnie nie zauważyłam na twarzy żadnych podrażnień czy wyprysków, które mogłyby być spowodowane działaniem któregoś z nowych produktów w mojej pielęgnacji.

Miałyście okazję używać produktów Himalaya Herbals? Jesteście z nich zadowolone podobnie jak ja? Czekam na Wasze komentarze! 
Udostępnij:

piątek, 25 marca 2016

Soraya - Naturalny peeling morelowy z kompleksem antybakteryjnym.

Pielęgnacja twarzy nie mogłaby obejść się bez regularnego peelingu. Przynajmniej raz w tygodniu moja cera potrzebuje mocnego złuszczenia. Inaczej widać gołym okiem jej gorszą kondycje, a pod palcami jest nieprzyjemna w dotyku. Wniosek - Dobry peeling to podstawa!


Producent o produkcie:
Peeling morelowy z kompleksem antybakteryjnym posiada ekstrakt z owoców moreli, który ma działanie nawilżające i oczyszczające. Do tego rozdrobnione łupinki orzecha królewskiego – odpowiadają za właściwości ścierające i usuwają martwy naskórek.
Rezultat po użyciu:
  • Idealnie gładka skóra
  • Czysta i promienna cera
  • Mniej widoczne pory
  • Mniej zaskórników



Peeling jest zamknięty w tubce o pojemności 150ml z wygodnym standardowym zamknięciem. Jego cena waha się pomiędzy 10 – 13zł. Jest wygodny w użyciu i przede wszystkim wydajny. Ma bardzo przyjemny zapach. Granulki są dość wyczuwalne i  należy on do mocniejszych zdzieraków. Odradzałabym osobom z delikatną, skłonną do podrażnień skórom. Produkt gładko rozciera się na skórze, a po wykonaniu masażu z łatwością się go usuwa. Po takim zabiegu twarz jest przyjemna w dotyku, wyraźnie gładsza i bardziej promienna. Stosowanie tego peelingu jest przyjemnością, a nie tylko koniecznością ;)
Dla mnie ten peeling sprawdza się doskonale. Moja skóra dostaje tego, czego naprawdę potrzebuje. Skóra jest ożywiona, gładka i przede wszystkim dobrze oczyszczona. Używałam już wielu różnych peelingów i to jeden z tych, do których zawsze z chęcią wracam.

A Wy, jakie peeling lubicie najbardziej?
Udostępnij:

czwartek, 17 marca 2016

Recenzja: Matujący płyn micelarny do demakijażu Bebeauty z Biedronki.

Dziś pod lupę trafia płyn micelarny do demakijażu Bebeauty z Biedronki wersja zielona – matująca.
Z płynami micelarnymi do demakijażu polubiłam się od czasów, gdy w drogeriach pojawił się Garnier w wersji do skóry wrażliwej. Od tamtej pory zazwyczaj do demakijażu wybierałam płyn, a nie mleczko czy chusteczki.


I tak trafiłam na niego. Hit wśród blogerek i youtuberek! Słyszałam o nim tyle dobrego, że nie sposób było się oprzeć! Dodatkowo trafiłam na promocje i wersję 400ml! Myślałam – trafiłam idealnie. I jak szybko wylądował w moim koszyku, tak szybko chciałam wyrzucić go do śmietnika po pierwszym użyciu..

Oczekiwania:
To co od każdego innego. Wstępnego oczyszczenia twarzy z podkładu i usunięcie makijażu oczu. Po usłyszeniu wielu pozytywnych opinii miałam cichą nadzieję, że od czasu do czasu na półce zastąpi niezawodnego Garniera. O tym, że zmatowi, według zapewnień producenta - nawet nie śniłam ;)
Warto zaznaczyć na początku, że nie jestem osobą, która musi uważać na delikatne płyny, kosmetyki do oczu. Zwyczajnie – nie są wrażliwe i raczej odporne na różne kosmetyki. 


Rzeczywistość:
Nie owijając w bawełnę - używanie tego płynu było istnym koszmarem. Taki jest już mój nawyk i demakijaż zawsze zaczynam od oczu. Nie inaczej było w tym przypadku. Po przyłożeniu namoczonego wacika płynem spotkałam się z pieczeniem. Niesamowitym pieczeniem do tego stopnia, że od razu zaczęły łzawić. Nie pamiętam żeby kiedykolwiek oczy tak piekły przy używaniu czegokolwiek przeznaczonego do demakijażu. Dodam, że nie należę do osób, które mają problem z wrażliwym okiem. Nie wiem od czego to zależy, ale po tych przeżyciach miałam wątpliwości co do testów okulistycznych przeprowadzonych dla tego produktu.
Czy zmywa dobrze makijaż z oczu nie przetestowałam. Nie ryzykowałam drugiego oka. Ale ze zmyciem podkładu i całej reszty radzi sobie całkiem nieźle. Tą wielką butle zużywam bardzo powoli właśnie do usuwania i oczyszczania skóry twarzy. Do niczego innego się nie nadaje.


Ocena:
Nigdy więcej go nie kupię. Zawiodłam się. Bebeauty u mnie się zupełnie nie sprawdzi. Nie szukam osobnych produktów do zmywania oczu, a innych do twarzy. Lubię kiedy sprawdza się w obu przypadkach. 


Udostępnij:

niedziela, 13 marca 2016

Kokony jedwabnika z Aliexpress - czyli jak oczyścić skórę i przywrócić gładkość.

O kokonach jedwabnika, a raczej ich zastosowaniu kosmetycznym nie miałam wcześniej zielonego pojęcia. Pewnego wieczoru podczas przeglądania po raz kolejny ofert na Alliexpress zauważyłam te małe cuda. Po pierwszym spojrzeniu na zdjęcie – byłam przekonana, że to kolejny wymysł chińczyków, a waciki nakładane na palec służą do usuwania osypującego cienia i innych paprochów podczas malowania! Jednak okazało się, że ma całkiem inne zastosowanie.

Po przeczytaniu opinii na jednej z grup postanowiłam zaryzykować. Wiele dziewczyn ‘brzydzi się’ i obawia używania kokonów pomimo tego, że są oczyszczone i nie powinny zawierać żadnych pozostałości, bo dawnych lokatorach ;) Na zamówienie czekałam około 3 tygodni. Paczka przyszła nienaruszona bez dodatkowej zawartości w postaci robaczka.
Kokony same w sobie pachną dość specyficznie, jednak nie jest to odrzucający zapach, który uniemożliwiłby ich używanie. Są różnej wielkości, czasami musiałam zakładać go na najmniejszy palec lub wycinać większe otworki, aby palec w ogóle mógł wejść.




Oczekiwania 
Jedwab jest powszechnie znany jako składnik produktów do włosów i paznokci. Ta forma oczyszczenia bezpośrednio kokonem jedwabnika nie jest jeszcze popularna wśród kobiet. Po dłuższym stosowaniu skóra powinna być gładsza, pozbawiona przebarwień, doskonale oczyszczona i pozbawiona niedoskonałości.

 

Stosowanie
Kokon przed użyciem należy odpowiednio wcześniej przygotować.
Wybrany kokon zanurzamy w miseczce z wodą w temperaturze pomiędzy 60/70 stopni Celsjusza i zostawiamy tak na około 10 minut. Potrzebują trochę czasu, żeby mogły zmięknąć i być jeszcze bardziej przyjazne dla naszej cery.
W międzyczasie oczyszczamy dokładnie skórę z makijażu, myjemy, osuszamy.
Następne można przemyć twarz w wodzie, która pozostała po kąpieli kokonu – osobiście nigdy tego nie robiłam.
Gotowym do użycia kokonem wykonujemy delikatny masaż twarzy jak przy użyciu gąbeczki, tylko jednym palcem.
Po skończonym zabiegu kokon należy przepłukać pod ciepłą wodą, dzięki czemu będzie można go użyć jeszcze 2/3 razy. Same zobaczycie, kiedy jego żywotność dobiegła już końca.
Zabieg powinno się wykonywać przynajmniej raz dziennie. Preferowane dwa razy dziennie.

Czy działa?
Tak! Nie zauważyłam spektakularnych rezultatów, pewnie przez moje niedbalstwo w systematycznym stosowaniu. Z kokonami miałam dwie serie po tygodniu masażu 2 razy dziennie. Zauważyłam znaczną różnicę. Skóra stała się bardziej gładka i delikatna. Bez większych nieprzyjaciół, którzy pojawiają się od czasu do czasu na czole czy policzku. Doskonale wygładza, odniosłam wrażenie, że jest skuteczniejszy od peelengu. Do tego twarz wydaje się być bardziej promienna. Mam nadzieję, że przy trzecim podejściu znikną również drobne przebarwienia ;)

Gdzie są dostępne?
Polecam zamówienie ich na Aliexpress. W zależności od ilości ceny zaczynają się od 90 centów. Zdarza się je kupić jeszcze taniej. W Polsce raczej trudno dostępne, a jeżeli są – ich ceny są zawrotne. Dlatego warto zamówić je z Chin i poczekać kilka tygodni na dostarczenie.


A wy? Używałyście już? Przełamałyście barierę, żeby ich użyć, czy cały czas się zastanawiacie? ;) Koniecznie napiszcie o swoich wrażeniach! 

Zapraszam na mój profil na facebooku oraz instagrama. A jeżeli podobają Ci się moje wpisy - do obserwowania ;)
Udostępnij: